wtorek, 25 października 2022

♥ Kobiety - Jane Wilbanks

Kiedy Elvis przybył do Niemiec na resztę służby wojskowej, czuł się bardzo wyposzczony. Brakowało mu kobiet pod każdym względem, tak seksualnym, jak i czysto towarzyskim. Zawsze otaczał się całym ich wianuszkiem, lecz będąc w wojsku czuł się ograniczony.

Z wyjątkiem pierwszych trzech miesięcy od wstąpienia do armii (od 24 marca do 20 czerwca 1958 roku)*, mieszkał poza bazą i spotykał się z wieloma kobietami, lecz nie w takiej formie jak wcześniej. Codziennie wczesnym rankiem musiał stawiać się w koszarach, więc imprezowe zarywanie nocek do bladego świtu, nie wchodziło w grę.

* Od 24 marca do 28 marca 1958 roku w bazie wojskowej Fort Chaffee (Fort Smith, AR).
Od 28 marca do 20 czerwca 1958 roku, w bazie wojskowej Fort Hood (Killeen, TX), z przerwą na urlop od 31 maja do 15 czerwca 1958 roku.
Od 20 czerwca do 1 lipca 1958 roku, w przyczepie mieszkalnej z rodzicami w Killeen, skąd przenieśli się do wynajętego domu przy Oak Hill Drive 605, w Killeen (TX), gdzie pozostał do 19 września 1958 roku, z przerwą na urlop okolicznościowy od 12 sierpnia do 24 sierpnia 1958 roku, z uwagi na stan zdrowia matki, a później jej śmierć.
19 września 1958 roku wsiadł do pociągu wojskowego, którym wraz z innymi żołnierzami został przetransportowany do Brooklyn Army Base w Nowym Jorku, gdzie dotarł 20 września (chyba) 1958 roku i skąd 22 września 1958 roku wyruszy statkiem do Niemiec. Co do dnia pojawienia się w Brooklyn Army Base, nie ma zgodności, podaje się też 21 września i 22 wcześnie rano.
Do Niemiec dotarł 1 października 1958 roku, ale w bazie Ray Barrack we Friedbergu pozostał tylko trzy dni.
4 października 1958 roku przeniósł się do pierwszego z trzech hoteli, w których zamieszka zanim wynajmie willę przy Goethestrasse 14 w Bad Nauheim.

Kiedy dotarł do Niemiec, obawiał się, że pod tym względem będzie jeszcze gorzej niż w Stanach, lecz nie miał zbyt dużo czasu na rozeznanie tematu i organizację swojego życia prywatnego poza koszarami, gdyż 3 listopada wyjeżdżał na sześciotygodniowe manewry do Grafenwöhr, skąd wrócił dopiero przed świętami Bożego Narodzenia.

Od początku swojej kariery, a ponoć nawet jakiś czas przed, każde święta spędzał z jakąś dziewczyną, którą zapraszał na kilka dni do swojego domu, w charakterze "świątecznego gościa". Kiedy był na manewrach w Grafenwöhr, pomimo specyfiki tychże zajęć wojskowych, część nocy spędzał poza koszarami, w pokojach gościnnych nad "Micky Bar", należących do rodziny Feiner. Tam Elvisa rozpieszczała i matkował mu pani Margarete Feiner, właścicielka pokoi i oberży wraz ze swoim mężem Alterem. Dbała o jego wojskowe rzeczy, przyrządzała mu jego ulubione potrawy, a codziennie rano wchodziła do jego pokoju pomagając mu się ubrać, co szalenie krępowało Elvisa, lecz nie śmiał się jej kategorycznie postawić, z uwagi na słuszny wiek pani Feiner. W obawie, że w święta nie będzie mu towarzyszyła żadna kobieta poza babcią Minnie Mae, to właśnie stąd zadzwonił do George Kleina, który był w USA, żeby mu wybrał i wysłał jakąś dziewczynę. Ich rozmowa zeszła na temat dziewczyny, z którą całował się przez okno pociągu. George Klein z racji swojej pracy w charakterze dyskdżokeja, znał praktycznie wszystkie młode dziewczyny, które bywały na dyskotekach w klubach Memphis. Także i tą. Nawet widzimy go za nią na zdjęciu.

Alanna Nash w swojej książce "Baby, Let’s Play House. ELVIS PRESLEY and the WOMEN WHO LOVED HIM", pisze:
"W Memphis, podczas postoju na tankowanie, Alan i George przyszli go zobaczyć. Podczas gdy Elvisowi nie pozwolono wysiąść z pociągu, George przedstawił go ładnej dziewczynie z Missisipi, o imieniu Janie Wilbanks, która wspięła się po schodach w swoim białym skórzanym płaszczu, gdy Elvis pochylił się do pocałunku".
Janie, jak nazywał ją później Elvis, była jego wielką fanką. Kiedy dowiedziała się, że jadąc z Fort Hood do Brooklyn Army Base będą przejeżdżać przez Memphis, gdzie pociąg będzie miał planowy postój, postanowiła przyjechać w nadziei, że go zobaczy. Lecz chyba nawet w snach nie przypuszczała, że nie tylko go zobaczy, ale i będzie się z nim całować, a Elvis ją zapamięta i kilka miesięcy później zaprosi do Niemiec.

Kiedy był na manewrach w Grafenwöhr, poznał tam Elisabeth Stefaniak, którą później ściągnął do Bad Nauheim i zatrudnił w charakterze sekretarki, ponieważ była dwujęzyczna, znała dobrze angielski i niemiecki. Elisabeth Stefaniak już następnego dnia po przyjeździe do Bad Nauheim zrozumiała, że jej obowiązki wykroczą daleko poza sferę zadań sekretarki. Zajmowała się także aprowizacją (na zakupy jeździła z Vernonem), sprawami związanymi z wynajmem lokalu, a nocami ... Elvisem.

Kiedy Elvis zadzwonił do George Kleina, Elisabeth Stefaniak jeszcze nie była jego kochanką, nawet nie wiem czy już się znali. Jeśli tak, to na pewno było to jeszcze przed zaproponowaniem jej pracy, bo to wyszło w ostatnich dniach manewrów, kiedy Jane Wilbanks sposobiła się już do wyjazdu, a może nawet była już w Niemczech u wujka.

George Klein skontaktował się z Jane Wilbanks i przekazał jej propozycję w imieniu Elvisa. Była zachwycona perspektywą spędzenia świąt w Europie i to jako gość samego Elvisa Presleya. Nie wiem jak zapatrywali się na to jej rodzice. W rzeczy samej to był karkołomny pomysł nawet jak na dzisiejsze czasy, a co tu dopiero mówić o latach 50. i wyjeździe za ocen, do światowej sławy artysty, w dodatku będącego w wojsku, w nie do końca jasnym celu! Ściąganie do siebie dziewczyny z drugiego końca świata tylko dlatego, że wpadła w oko mężczyźnie, który widział ją z okna pociągu raptem przez kilka chwil i dał jej całusa, w dodatku nie osobiście, tylko przez pośrednika, w osobie George Kleina, nie wydaje się być przekonującą motywacją. W życiu nie puściłabym swojej osiemnastoletniej córki na taką eskapadę w nieznane, zwłaszcza wtedy, co prawda w dużo bezpieczniejszych, ale moralnie bardziej konserwatywnych czasach, nawet gdyby miała histeryzować przez następne pół roku. Acz znaleziono salomonowe rozwiązanie, tak żeby zadowolić rozgorączkowaną dziewczynę, stojącą przed taką gratką, a jednocześnie zadbać o jej bezpieczeństwo. Jane Wilbanks miała wujka w Niemczech, więc gdyby coś poszło nie tak, miała się przenieść do niego, a on miał cały czas monitorować przebieg jej wizyty. I z tego co wiemy, rzeczywiście odwiedziła wujka, spędzając u niego jakiś czas. Natomiast szczegółów tych odwiedzin nie znamy. Jak zwykle, co źródło, to inna historia. Jedni mówią, że zaczęła od wizyty u wujka, skąd zabrali ją ludzie Elvisa. Inni, że wpadła do niego na kilka dni w międzyczasie, a niektórzy, że nawet z Elvisem. Kolejna wersja mówi, że pojechała do niego dopiero, kiedy Elvis na początku 1959 roku udał się na kolejne manewry i to on (wujek) wyekspediował ją powrotnie do Stanów. Wrócę jeszcze do tego.

Kiedy Elvis oczekiwał jej przyjazdu, poinformował Elisabeth Stefaniak, że przyjedzie do niego "na dłużej" jedna dziewczyna z USA i wszystko na jej przyjazd i pobyt ma być przygotowane na tip-top, a ona ma być dla niej miła. To było pierwszy raz, gdy Elisabeth poczuła ukłucie w sercu, ale nie ostatni, czekało ją wiele takich chwil.

Od poznania Dee Stanley przez Vernona, w październiku 1958 roku, tak mniej więcej do rocznicy śmierci Gladys, był to chyba najgorszy okres życia Elvisa w stosunku do kobiet. Owszem, jak zawsze był miłym, uprzejmym dżentelmenem, bo miał to we krwi, ale poza tym traktował kobiety jakby były pozbawione uczuć, niezdolne do nich. Zauważają to wszyscy, którzy byli przy nim w tym czasie. Lamar Fike powiedział wręcz, że nie znał takiego Elvisa wcześniej. Charlie Hodge mówił o zaskoczeniu, a Rex Manfield*, to już w ogóle nie mógł sobie tego przyswoić. To mu nie pasowało do altruizmu Elvisa z jakiego go znał i totalnego braku empatii z jego strony, która dotąd definiowała jego stosunek do innych ludzi.

* Później został mężem Elisabeth Stefaniak.

Mam swoją hipotezę na ten temat. Uważam, że złożyły się na to cztery czynniki. Początkowo nie miał łatwo w wojsku, próbowano mu dokopać na wszelkie możliwe sposoby, tak zwierzchnicy jak i zwykli żołnierze. Każdy chciał złamać Elvisa Presleya, wielką gwiazdę, utrzeć mu nosa, pokazać gdzie raki zimują. Śmierć matki. Odcięcie od kobiet. I ostatni - Dee Stanley, która skutecznie zraziła go do kobiet na jakiś czas. Raz, że chciała najpierw jego uwieść, a gdy Elvis dał jej do zrozumienia, że płonne jej nadzieje, błyskawicznie przerzuciła się na Vernona, który nie bacząc na swoją żałobę (dwa miesiące po śmierci Gladys), rzucił się w jej ramiona, niczym nie panujący nad hormonami nastolatek (a o ich głośnym seksie, bez zważania na kogokolwiek, krążyły legendy). Lecz nie tylko to, chodziło też o jej malutkie dzieci, które wywiozła do paskudnego sierocińca za ocean (matka w Europie, dzieci w Ameryce), żeby nie były przeszkodą w urabianiu Presleyów. Dee Stanley skupiała w sobie wszystkie najgorsze cechy, których Elvis nie tolerował u ludzi, a zwłaszcza u kobiet (patrz post "Rodzeństwo Elvisa").

Ile czasu Jane Wilbanks pozostała u Elvisa, nie wiem. Źródła podają przeróżnie. Pojawiła się u niego w domu na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Być może przyjechała do Niemiec, gdy on był jeszcze na manewrach i pierwsze dni spędziła u wujka. Najgorzej ustalić do kiedy u niego była, bo rozpiętości są duże - do po świętach, do nowego roku, do po urodzinach, do czasu wyjazdu na kolejne manewry, do pojawienia się Priscilli.

Czy po jej wyjeździe dalej utrzymywali kontakty, nie wiem. Czy spotykali się jeszcze w USA, nie wiem, ale na to pytanie prawdopodobnie zna odpowiedź George Klein, Lamar Fike i Charlie Hodge.

Niemniej, wygląda na to, że wiedzę tą ma również Alanna Nash, która napisała:
"W grudniu przyjechała do Niemiec Jane Wilbanks, która spotkała go w „Elvis Train”, jak nazywały pociąg dziewczyny. Odwiedziła Elvisa w jego hotelu [Villa Grunewald Hotel] na święta i była jego wigilijną randką w 1958 roku. „Właśnie stracił matkę w sierpniu. Był smutny i dużo płakał, a ja nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć”, wyznała reporterowi Associated Press w 2002 roku. W styczniu 1959 roku dała mu królewski niebieski aksamitny szlafrok na urodziny. Nastoletnia królowa piękności, Jane spotykała się z Elvisem przez około dziesięć miesięcy w Niemczech, a także kilka razy, po powrocie do Stanów. „To było trochę w stylu Kopciuszka” – powiedziała. „Myślę, że lubił ze mną rozmawiać, ponieważ przez większość czasu miał wokół siebie te wszystkie hollywoodzkie gwiazdki. Oczywiście pochodzę z New Albany [Mississippi], które jest oddalone tylko o trzydzieści mil od Tupelo”".
Książka Alanny Nash potwierdza informację, że mniej więcej do czasu poznania Priscilli (Elvis poznał ją 13 października 1959 roku). To też jedyne źródło, na jakie trafiłam, które podaje, że spotykali się jeszcze po jego powrocie do Stanów.

Zastanawiam się gdzie mieszkała przez te dziesięć miesięcy, raczej u wujka, bo gdyby u Elvisa, pewnie byśmy częściej i więcej o niej słyszeli. U niego (Elvisa) zapewne też pomieszkiwała, ale sporadycznie, gdy przyjeżdżała na spotkania.

O dziewczynach Elvisa w Niemczech obszernie pisze też Trina Young, w książce "Elvis: The Army Years Uncovered". Nie dotarłam do fragmentów tej książki, ale w jednej z recenzji napisano:
"Wielką przewagą Elvis nad innymi żołnierzami była jego zdolność do przyciągania dziewcząt. "Elvis: The Army Years Uncovered" obejmuje je szeroko w strukturze chronologicznej książki. Dziewczyny, a było ich wiele, są identyfikowane, cytowane i klasyfikowane z ważności, ponieważ pojawiły się w różnych momentach podczas służby Elvisa. Niektóre imiona są dobrze znane fanom Elvisa - Margit Buergin, Elisabeth Stefaniak, Vera Tschechowa - podczas gdy inne, w tym Kitty Dolan, Jane Wilbanks, Janet Day i Heli Priemel, są mniej znane".
Znajomość i relacja Elvisa z Jane Wilbanks została też omówiona w książce "Private Presley: The Missing Years—Elvis in Germany", Andreas Schröer, która pojawiła się na rynku dwukrotnie - w 1993 i 2002 roku. Niestety, w tym przypadku również nie udało mi się dotrzeć do jej treści.

No i kolejna Miss nastolatek. Szkoda, że nie wspomniano z jakiego roku i regionu.

Jeśli chodzi o sprawy erotyczne, nikt tego nie napisał wprost (poza listami jego kobiet), ale raczej nie siedziała tam dziesięć miesięcy zabawiając go rozmową. Tym bardziej, że wstępne plany zakładały jej krótszy pobyt, jakiś miesiąc, może z hakiem, gdyby wszystko się układało po myśli Elvisa. Na pewno przypasowało mu jej pochodzenie z Południa, tak jak jego, przez co dobrze się rozumieli, o czym sama wspominała. Była też urodziwą kobietą i pełnoletnią, więc nic nie stało na przeszkodzie. Pamiętajmy też, że utkwiła mu w pamięci, a całował wówczas nie tylko ją.

Podane powyżej informacje o związku Elvisa z Jane Wilbanks są tylko częścią tego, co o nim wiemy. Dużo więcej informacji, do których nie udało mi się dotrzeć, znajduje się w kilku książkach, są to między innymi (wspomniane już w treści):
─ "ELVIS: The Army Years Uncovered: Behind The Scenes of the Two Years that Changed the King of Rock and Roll's Life", Trina Young (2021),
─ "Private Presley: The Missing Years—Elvis in Germany", Andreas Schröer (1993, wydanie drugie 2002).


Jej pełne (znane) personalia to ---> Jane "Janie" (Wilbanks) Gowen:
— Jane ― imię pierwsze;
— "Janie" ― pseudonim;
— Wilbanks ― nazwisko panieńskie;
— Gowen ― nazwisko po pierwszym mężu;

*       *       *
*      *
*

Ex Post

Informacje uzupełniające (2 lipca 2023 roku):

Dotarłam do nowych materiałów, a w nich do kilku interesujących informacji. Spotkanie na dworcu w Memphis wcale nie było ich pierwszym. Pierwszy raz spotkała Presleya na pokazie talentów w Memphis, kiedy oboje byli nastoletnimi uczestnikami młodzieżowego konkursu talentów w Mid-South Fair. Elvis zaproponował jej wtedy przejażdżkę kolejką górską (Zippin Pippin), ale nie skorzystała.

W 1958 roku udała się na stację kolejową, wraz grupą koleżanek, żeby zobaczyć „Elvis Train”, jak wtedy nazywano pociąg, którym Elvis jechał z jednostki Fort Hood w okolicach Killeen do Brooklyn Army Base w Nowym Jorku, mając nadzieję, że uda im się rzucić okiem na supergwiazdę. Udało się, nawet więcej niż tylko "rzucić okiem na supergwiazdę". W wywiadzie opublikowanym w "Mid-South", niedzielnym magazynie "The Commercial Appeal", mówi:
„Znajdował się w części pociągu, gdzie mógł patrzeć na tłum. Miałam na sobie ten biały skórzany płaszcz i miałam czarne jak węgiel oczy. W pewnym sensie się wyróżniałam. George Klein i inny jego przyjaciel, Alan Fortas, pomogli mi wejść po stopniach pociągu, kiedy właśnie zaczął ze mną rozmawiać. Powiedziałam mu, że nazywam się Jane Wilbanks i jestem z New Albany. Pocałował mnie” – powiedziała, wskazując na słynną czarno-białą fotografię, która zdobiła okładki gazet i magazynów na całym świecie. – „Mam cudowne wspomnienie tego wszystkiego. Pomyślałam wtedy sobie, co za przygoda”.
Miała wtedy 18 lat, a Elvis 23 lata. Dalej uładzona* wersja w gazecie podaje:
"George Klein skontaktował się z nią kilka miesięcy później i powiedział, że Elvis chce, żeby napisała do niego do Niemiec. Kiedy pojechała odwiedzić swojego wuja, kapitana J.P. Kirklanda Jr., Elvis zaprosił ją do swojego hotelu. Miała własny pokój, a jej wigilijna randka z Elvisem była bardzo "niewinna", powiedziała.
„To było wzruszające święto. Jego matka Gladys zmarła w sierpniu i były to pierwsze święta Bożego Narodzenia Elvisa bez matki. Był smutny i dużo płakał, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Oboje moich rodziców wciąż żyło i trudno mi było się z tym utożsamiać. Nadal był zdruzgotany”".
* Tutaj to zostało tak przestawione jakby jej wyjazd na rok do wujostwa w Niemczech nie miał związku z Elvisem, co nie jest prawdą. Po takiej życiowej propozycji od Elvisa, rodzice postanowili nie oponować, nie stawać na drodze córki do szczęścia u boku jednego z najsławniejszy mężczyzn na świecie. Uznali, że może zawiesić naukę na rok, a w Niemczech w razie czego znajdzie wsparcie u wujostwa.

Elvis zaprosił ją na przyjęcie bożonarodzeniowe w domu kapitana armii, gdzie odkryła, że Presley nie pije alkoholu i nie lubi, gdy inni piją, co było dla niej wielkim zaskoczeniem. W pewnym momencie Elvis powiedział: „Założę się, że nigdy nie myślałaś, że będziesz w Niemczech z Elvisem Presleyem w Wigilię” – Jane Wilbanks zacytowała jego słowa.

Nastrój poprawił się dopiero podczas obchodów urodzin Elvisa, 8 stycznia 1959 roku, na które Jane Wilbanks została zaproszona:
„Zjedliśmy ciasto, a on śpiewał i grał na pianinie. Grał na pianinie znacznie lepiej niż na gitarze. Myślę, że śpiewał 'Happy Birthday Baby'. Dałam mu na urodziny aksamitną szatę w kolorze królewskiego błękitu”.
Kiedy inni goście już wyszli, Elvis zabrał ją na wieczorny film. Oboje często rozmawiali o domu i o Mississippi, gdzie mieszkał do 13 roku życia:
„Opowiedział mi o dorastaniu i o tym, jak byli tacy biedni. Rozmawialiśmy o jedzeniu rzepy i tym podobnych rzeczach. Myślę, że lubił ze mną rozmawiać, ponieważ przez większość czasu miał wokół siebie te wszystkie hollywoodzkie gwiazdki. Pochodziłam z New Albany, które znajdowało się tylko około 30 mil od Tupelo”.
Spędziła z nim 10 miesięcy w Niemczech, z planowanych dwunastu, ale powiedziała, że ich związek był „niewinny”. Jak napisano:
"Spędziła większość następnych 10 miesięcy w Niemczech z Presleyem, ale powiedziała, że ich związek był „niewinny”. Dodała też, że oparła się pokusie, by wykorzystać zaloty Elvisa cztery dekady temu. Udzieliła wywiadu Peterowi Guralnickowi do jego książki „Ostatni pociąg do Memphis” o życiu Elvisa, ale o jej relacji z Elvisem wspomniano bardzo krótko.
„Umawiałam się z Elvisem, tak jak z innymi ludźmi. Oczywiście był sławny i to czyni go innym. Ale czy był we mnie zakochany? Nie, nie sądzę. Ale tylko Elvis mógłby na to odpowiedzieć”.
Tere fere, niewinny... Elvis ściąga ją ze Stanów do Niemiec na rok, najpierw mieszka w jednym z jego pokoi w hotelu, potem w wynajętej willi i przez dziesięć miesięcy miło spędzają czas na pogawędkach? I po to tyle zachodu? Po czym wyjeżdża dwa miesiące wcześniej niż planowano, dokładnie krótko po pojawieniu się Priscilli w życiu Elvisa. Po prostu dziewczyna uświadomiła sobie, że Elvis już się nią nacieszył i zmienił obiekt zainteresowań. Był zakręcony na punkcie Priscilli, co nie uszło jej uwagi. Wiedziała, że w tej sytuacji na stały związek, na który liczyła ona i jej rodzice, nie ma co liczyć, więc postanowiła wrócić do Stanów żeby mniej cierpieć z powodu zaznanego zawodu.

I taka ciekawostka, Jane Wilbanks powiedziała, że Elvis martwił się utratą włosów z powodu plotek według, których niemiecka pogoda sprawia, że ludzie łysieją.

Powiedziała, że nigdy nie zapomni Elvisa. Ma albumy z wycinkami z jej nastoletnich lat jako królowej piękności oraz zdjęcia z Elvisem w Niemczech, a później w Graceland. Szkoda, że ich nie udostępniła.

O swojej znajomości z Elvisem, mówi: „To było ekscytujące i zabawne. Widziałam go kilka razy po tym, jak wrócił do domu”. Po powrocie z Niemiec do Stanów, podjęła ciąg dalszy nauki w college'u.

Obecnie mieszka w Hernando (Missouri). Za mąż wyszła dość późno, jak na Amerykankę w tamtych latach, bo dopiero w wieku 33 lat. Ile ma dzieci, nie podano, ale w 2002 roku, kiedy udzielała wywiadu, była babcią czworga wnuków.

Znalazłam też klip (jest na końcu postu) poświęcony Elvisowi i Jane Wilbanks. Jest po angielsku, a transkrypcja po arabsku, nie wiedząc czemu.


Ex Post

Informacje uzupełniające (12 sierpnia 2023 roku):

Zapomniałam wspomnieć w poście o jeszcze jednej rzeczy. Kiedy aktorka Vera Tschechowa przyjechała odwiedzić Elvisa w Bad Nauheim, zaprosiła go i jego przyjaciół na pokaz jednego z filmów z jej udziałem w lokalnym kinie. W skład tej grupy wchodziły między innymi Janie Wilbanks i Elisabeth Stefaniak, które tłumaczyły niemieckojęzyczny film dla Elvisa i pozostałych. Janie Wilbanks znała niemiecki, choć może nie była w nim aż tak biegła, jak dwujęzyczna Elisabeth Stefaniak.


Ex Post

Informacje uzupełniające (7 kwietnia 2024 roku):

Jednym z prezentów jakie Jane Wilbanks otrzymała od Elvisa był jego krawat w stylu amerykańskim, nazywany "Bolo Tie". Bud Glass, który jest jego obecnym właścicielem, dostał go od Jane Wilbanks w latach 90., wraz ze zdjęciami, które załączył na poniższym kolażu.

Charakterystyczny krawat w stylu amerykańskim, nazywany "Bolo Tie", który Elvis podarował Jane Wilbanks - kolaż przygotował Bud Glass. W lewym dolnym rogu jest zdjęcie Jane Wilbanks z lat 90., dokładnie z chwili przekazywania krawatu Budowi Glasowi

*
*      *
*       *       *

Elvis i Jane "Janie" Wilbanks w Niemczech - koniec 1958 lub początek 1959 roku. Aczkolwiek nie mam pewności gdzie zostały zrobione. Te w pomieszczeniu sądzę, że jeszcze w Villa Grunewald Hotel, a to na dworze jakieś inne miejsce, bo na Goethestraße 14 w Bad Nauheim też nie wygląda. Kim jest mężczyzna obok, ani ten drugi w furażerce, też nie wiem

ZAGADKA!

Dlaczego? Ponieważ te wszystkie zdjęcia, które zamieściłam poniżej, są opisywane, iż przedstawiają, według jednych - Jane Wilbanks, według drugich - Lillian Portnoy. To samo z datami i miejscami.

Zagadka jest czteroetapowa, a dotyczy:
1.  dat - 19 września, czy 22 września 1958 roku?
2.  miejsc - stacja kolejowa w Memphis, czy Brooklyn Army Base w Nowym Jorku?
3.  obiektów - pociąg, czy trap na statek?
4.  kobiet - Jane Wilbanks, czy Lillian Portnoy?

Jednak pewne ustalenia udało mi się poczynić, więc odpowiedzi na punkty 1., 2. i 3., są znane. Zdjęcia w rzeczywistości są z dwóch różnych dni.

19 września 1958 roku

Jedno z Memphis, gdzie pociąg z żołnierzami, jadący z Killeen (TX) do Brooklyn, New York (NY), miał chwilowy postój. Za dziewczyną widzimy George'a Kleina.

22 września 1958 roku

Pozostałe zdjęcia są z Brooklyn Army Base (wojskowy terminal oceaniczny) w Nowym Jorku (NY), gdzie Elvis abordażuje się na statek USS Randall, którym odpłynie do Niemiec na ciąg dalszy służby wojskowej. Za dziewczyną widzimy Deweya Phillipsa, z przypiętą plakietką dla osób z mediów.

Co ciekawe, niektórzy przerabiali datę opisu zdjęcia z pociągiem na 20 lub 21 września 1958 roku. Wiem dlaczego. Wyruszyli 19 września, ale jechali ponad dobę i do Nowego Jorku dotarli dopiero ... no właśnie. Większość źródeł podaje 20 września, ale w artykule, który zamieściłam pod jednym ze zdjęć, mówią, że do terminalu oceanicznego dotarli dopiero we wczesnych godzinach rannych, 22 września, na kilka godzin przed abordażem na statek, czyli prawie trzy doby. To wydaje mi się trochę długo. To 1700 mil, czyli 2700 kilometrów, dziś autem podają 26 godzin, ale wojskowy pociąg w latach 50.? Kto wie.

Natomiast kobieta wydaje się być w obu miejscach tą samą. Tylko na zdjęciu z Memphis ma płaszcz, a na zdjęciu z Brooklyn Army Base, nie ma. To znaczy też ma, ale tylko na zdjęciu z terminalu, na żadnym przy trapie, gdzie całuje się z Elvisem.

Analizowałam płaszcz kobiety z Memphis i kobiety z Nowego Jorku, nie jestem w stanie ocenić, czy to jest ten sam.

W takim razie dlaczego wszystkie zdjęcia zamieszczone poniżej opisywane są dwojako? Co do dat, miejsc, obiektów mamy jasność, więc błędne opisy, to zwykłe niedopatrzenie, brak analizy, refleksji, jakkolwiek to nazwiemy. Lecz, co z kobietami? Do tego długo nie mogłam dojść, ponieważ jak mi się wydawało, na obu jest ta sama, w Memphis i w Nowym Jorku.

Przez moment myślałam, że w Memphis jest Jane Wilbanks, a w Nowym Jorku, Lillian Portnoy, z powodu płaszcza. Może tak jest, jeśli obie kobiety były do siebie tak łudząco podobne, miały te same fryzury, kolor włosów i profil. Nawet trzecia identyczna tam jest, widoczna na zdjęciu z pociągiem przed George Kleinem - te same włosy, fryzura i ten sam profil, jakby wszystkie trzy wyszły właśnie od tego samego stylisty.

Acz mimo uderzającego podobieństwa, prawdopodobnie jest tak, jak podają gazety i jak wspominałam we wcześniejszym akapicie - na zdjęciu z Memphis jest Jane Wilbanks, a na zdjęciach z Nowego Jorku, Lillian Portnoy.

Jane Wilbanks mieszkała w New Albany w Missisipi, zaledwie 27 mil (44 km) od Tupelo i 75 mil od Memphis (126 km). Bywała w Memphis, ale nie wiem czy byłoby ją stać pojechać dwa dni później także do Nowego Jorku, by dotrzeć tam trzeciego dnia i to z wielkim prezentem pożegnalnym dla Elvisa - widać go na zdjęciu z terminala, gdzie Lillian Portnoy trzyma duże pudło z kokardą przed sobą (notabene to jedyne zdjęcie, na którym jest w płaszczu). Z kolei Lillian Portnoy była zamożną kobietą i wtedy jeszcze jedną z aktualnych kochanek Elvisa, więc dlatego go tam żegnała.

W zasadzie niby punkt czwarty zagadki mamy także rozwiązany, ale ciągle nie mam stuprocentowej pewności, tak mi namieszały w głowie opisy tych zdjęć.

19, czy 22 września 1958 roku? Kim jest kobieta na zdjęciu -  Jane Wilbanks, czy Lillian Portnoy? To Jane Wilbanks, 19 września 1958 roku, w Memphis

Artykuł "Presley tearful as troop train passes through" z gazety "The Commercial Appeal", z 21 września 1958 roku, w którym ukazało się zdjęcie Elvisa całującego Jane Wilbanks z okna pociągu, wraz z krótkim artykułem. Podpis pod zdjęciem głosi: "Pożegnalny pocałunek — Pvt. Elvis Presley ucałował na pożegnanie jedną ze swoich wielbicielek, na krótko przed tym, jak jego pociąg wyjechał z Memphis do Nowego Jorku, gdzie wsiądzie na statek do Niemiec. Ta dziewczyna to 18-letnia panna Jane Wilbanks z New Albany, Miss."

Tłumaczenie artykułu "Presley zapłakany, gdy przejeżdża pociąg wojskowy"

Elvisowi Presleyowi nie udało się powstrzymać łez zeszłej nocy, gdy po raz ostatni spojrzał na Memphis z pociągu wojskowego wiozącego go do Nowego Jorku i zaokrętowanego do Niemiec.

Rock and roller wtoczył się do Sargent Yards w Missouri Pacific około 17:30 i pozostał w swoim rodzinnym mieście prawie trzy godziny. Ale, podobnie jak pozostałym 340 praktykantom armii w pociągu, nie pozwolono mu wysiąść.

Około 49 osób, w tym koleżanki i głośno szlochające dziewczyny, podążało za pociągiem, który był przewożony z jednego miejsca na drugie.

„Zastanawiałem się, czy ktoś się dowie, że przejeżdżam” – powiedział Elvis swojej kuzynce Patsy Presley. 17 z 1111 Carr*. Zapytany, jak się czuje przed wyjazdem, odpowiedział: „Uważam to za zadanie, to wszystko”.

* Nie mam pojęcia, co to oznacza. Jeśli ktoś z was wie, co to znaczy "17 z 1111 Carr", dajcie znać.

Elvis otarł oczy chusteczką, po czym pochylił się z platformy Pullman i pocałował dwie lub trzy fanki. Podpisał kilka autografów.

„Nie powinienem się męczyć i w ogóle. Po prostu nic na to nie poradzę. Wracając do domu w taki sposób, pomyślałem o mamie”. Pani Presley zmarła tutaj w zeszłym miesiącu.

Gdy pociąg Elvisa odjeżdżał, dziewczyny zawodziły jeszcze głośniej.

„Elvis, kocham cię”

„Och, Elvis, dlaczego musisz iść?”, powiedziała blondynka około 18 lat.

„Elvis, Elvis, kocham cię”, zawołał brunet.

„Proszę, nie zapomnij o mnie. Pośpiesz się z powrotem”, wrzasnął inny blondyn.

„Wrócę, jak tylko mi pozwolą”, odpowiedział Elvis.

Ma dotrzeć do Brooklynu w stanie Nowy Jork jutro wczesnym rankiem, zaledwie kilka godzin przed wejściem żołnierzy na statek.

Elvis powiedział, że jego ojciec, Vernon Presley, planuje pojechać za nim do Niemiec „tak szybko, jak to możliwe”.

Pan Presley i Anita Woods, piosenkarka z Memphis, byli w Fort Hood, kiedy pociąg Elvisa stamtąd odjeżdżał.


Pociąg w Memphis (19 września 1958 roku), czy trap w Brooklyn Army Base w Nowym Jorku (22 września 1958 roku)? Kim jest kobieta na zdjęciu - Jane Wilbanks, czy Lillian Portnoy? To Lillian Portnoy, 22 września 1958 roku, w Brooklyn Army Base w Nowym Jorku

W magazynie LIFE, z 6 października 1958 roku ukazał się artykuł poświęcony służbie wojskowej Elvisa w Niemczech. Do treści artykułu nie dotarłam, ale opis pod jednym z trzech zdjęć, do których udało mi się dotrzeć (być może było ich więcej), głosi: "Całując się pożegnalnie z arogancką wielbicielką Lillian Portnoy, Elvis wchodzi po trapie. Pobłażliwi MP [policja wojskowa] przepuścili kilku natarczywych fanów."

Natarczywych, czy wpływowych? Ja tam widzę tylko Lillian Portnoy, żołnierzy i Deweya Philipsa, z akredytacją medialną (plakietka na piersi). Nic nie mogę znaleźć o Lillian Portnoy, ale z pewnością należała do śmietanki towarzyskiej, o czym wspomnę, gdy będę ją omawiać.

Ex Post (25.10.2022) - jest już omówiona na liście "Dziewczyny i kobiety Elvisa".

Wszystkie powyższe zdjęcia, to Brooklyn Army Base, w Nowym Jorku, 22 września 1958 roku. Można się pomylić, ponieważ wojskowe urządzenia transportowe mają pewne cechy wizualnie wspólne - kolorystyka, wzornictwo, charakterystyczna blacha i duże kuliste nity. Jeśli nie mamy pełniejszego wyglądu, trudno rozpoznać z czego pochodzi widoczny fragment metalu. I to jest jedna z przyczyn dlaczego te zdjęcia są tak błędnie opisywane, każdy pisze, co mu się wydaje, jedni widzą - pociąg, drudzy - trap na statek.

Podsumowując, na jedynym zdjęciu przy pociągu w Memphis, jest Jane Wilbanks, a na wszystkich zdjęciach z terminala oceanicznego, Lillian Portnoy.

Okładka książki "Elvis: The Army Years Uncovered", autor: Trina Young, w której omówiono także relację Elvisa z Jane Wilbanks. Została wydana we wrześniu 2021 roku

Książka "Private Presley: The Missing Years—Elvis in Germany", Andreas Schröer - przód i tył okładki z 1993 roku

Klip poświęcony znajomości i relacji Elvisa z Jane Wibanks, opracowany przez Ashley, jedną z jego fanek

P. S.
Część zdjęć po otwarciu w nowym oknie będzie można zobaczyć w większym rozmiarze.



sobota, 22 października 2022

♥ Kobiety - Diana Webb

Diana Webb, to jedna z tych prawie nieznanych dziewczyn Elvisa z czasów wojska w Niemczech. Nie było jej na żadnej liście kobiet Elvisa z tych, na które trafiłam. Pojawiała się tylko w rozmowach na różnych forach, kilka razy wspomniano o niej w artykułach prasowych, a później, gdy stała się znaną celebrytką kulinarną (i nie tylko), o jej kontaktach z Elvisem mogliśmy usłyszeć z jej własnych ust.

W jednym z wywiadów, do których udało mi się dotrzeć, opowiedziała o swojej relacji z Elvisem nieco szerzej, w innych tylko wspominała w kilku zdaniach, że się z nim umawiała przez krótki czas, przez jakieś dwa miesiące poprzedzające jego poznanie Priscilli Beaulieu.

Diana Webb z natury jest osobą wierzącą w ingerencję sił wyższych w nasze życie, poprzez dawanie różnych wskazówek, takie zwiastowanie przyszłości (zapowiedź czegoś), a także stawianie na naszej drodze różnych ludzi w jakimś celu. Uważa, że zanim spotkała Elvisa, została o tym uprzedzona przez opatrzność. W wywiadzie tak przedstawia to zdarzenie:
"Najdziwniejszą rzeczą, która sprawiła, że uwierzyłam w magię i coś poza nią, był rok 1959. Byłam w klubie studenckim na UCLA, bardzo głośno grała muzyka, a ja ni stąd ni zowąd powiedziałam [w chwili gdy śpiewał Elvis Presley]: “Hej, możesz ściszyć muzykę”, co ktoś skomentował: “Diana nie lubi Elvisa Presleya”. Miałam wtedy ten nagły moment jasności, który był taki dziwny. Powiedziałam im, że go lubię i kiedyś się z nim umówię, a wszyscy patrzyli na mnie jakby im szczęka opadł. Mi też szczęka opadła, bo nie miałam pojęcia, skąd mi się to wzięło [odpowiedź jakiej udzieliła]. To była najdziwniejsza rzecz na świecie".
Pasją nastoletnie Diany Webb było gotowanie, a w szczególności kuchnia francuska. Mniej więcej dwa miesiące po tym zdarzeniu w klubie studenckim, mama obwieściła jej radośnie, że spędzą wakacje w Europie w formie objazdowej trasy kucharskiej, będą się przemieszczać poznając różne kuchnie, miast siedzieć w jednym miejscu.

Pierwszym przystankiem był Paryż we Francji. Zatrzymały się w hotelu Prince de Galles, niedaleko Łuku Triumfalnego, w którym właśnie przebywał Elvis ze swoimi przyjaciółmi*.

* Jeśli to było między 14 a 27 czerwca 1959 roku, to z Charlie Hodgem, Lamarem Fike i Rexem Mansfieldem. Był tam też wtedy Freddie Bienstock, menadżer w Hill and Range Music, odpowiedzialny za znajdowanie nowych piosenek dla Elvisa, razem ze swoim kuzynem Jeanem Aberbachem. Tydzień później Elvis ponownie wrócił do Paryża z Charlie Hodgem, Lamarem Fike i Rexem Mansfieldem.

Następnego dnia, gdy Diana szła ze swoją mamą przez hotel podbiegł do niej czternastoletni chłopiec, Bobby (prawdopodobnie poznały go już wcześniej). Powiedział Dianie, że Elvis Presley jest w jadalni, a on boi się go poprosić o autograf, więc czy ona mogłaby to zrobić. Zgodziła się. Poszli do jadalni, była zamknięta, ale Elvis stał tam z kilkoma osobami ze swojej świty, ze swoimi ochroniarzami:
"Podeszłam do niego i powiedziałam „Cześć, jestem Diana Webb z Beverly Ellis* i mój przyjaciel Bobby bardzo chciałby mieć twój autograf”".
* Podejrzewam, że chodzi o Beverly Hills, a nie o Beverly Ellis, ponieważ nie ma takiego miasta w USA, ani dzielnicy w Los Angeles, gdzie wtedy mieszkała.

Elvis dał chłopcu autograf, a potem jeszcze przez chwilę rozmawiał z Dianą Webb, po czym się rozstali. Wieczorem udały się do Moulin Rouge:
"Poszłyśmy na wycieczkę do Moulin Rouge i tak się stało, że Elvis i jego świta byli tam na balkonie, w Moulin Rouge i wszyscy robili z tego wielkie halo. W holu podczas przerwy zobaczyłam jego ochroniarzy [Elvisa nie, bo był w garderobie tancerek].

Gdy wróciłyśmy do hotelu, był tam już Elvis ze swoimi ochroniarzami i zapytał moją mamę, czy mógłby mnie zabrać do Lido tamtej nocy. Nie wiem, co się za tym kryło, kiedy o tym dziś myślę. Był taki wspaniały, nosił swój wojskowy mundur, miał krótkie włosy i był takim dżentelmenem. Myślę, że potrzebował dziewczyny na ramieniu ponieważ byłby rozszarpany na strzępy. Wiesz, jaki był przystojny, a w mundurze dwa razy bardziej".
Jej mama się zgodziła i tej nocy Elvis zabrał Dianę do Lido:
"Kiedy tam weszliśmy, naprawdę byliśmy bardzo oblegani, gdy zaczęliśmy wchodzić do Lido, który był klubem nocnym z tancerkami topless i takimi rzeczami. Miałam tylko 18 lat, byłam takim dzieciakiem, ale i tak to był wielki dreszczyk emocji. To było po prostu niebiańskie, gdy trzymał moją rękę kiedy wchodziliśmy, a prasa tam była. To było po prostu szalone.

Mieli dla niego ustawiony stół, który praktycznie prawie stał na scenie. Wokół biegają te wszystkie topless kobiety, ale on był po prostu bardzo uważny, uprzejmy i trzymał mnie cały czas za rękę, rozdając autografy. To było naprawdę słodkie, urocze.

A potem, gdy wróciliśmy do hotelu, zaprosił mnie do swojego pokoju. Miał tam gitarę i zaśpiewał dla mnie jedną piosenkę z Moulin Rouge, która go zafascynowała. Tak, były też pocałunki i to było wszystko na naszej pierwszej randce".
Potem Diana Webb wróciła do swojego pokoju. Następnego dnia miały się udać do kolejnego miasta z zaplanowanej trasy kulinarnej po Europie:
"Następnego dnia, kiedy wsiadałam już do autobusu, żeby jechać do następnego miasta, dostałam notatkę. Jeden z jego ochroniarzy podbiegł do mnie, gdy miałam wsiąść do autobusu. Wciąż mam tę notatkę. Dał mi swój numer telefonu w Bad Nauheim. Mieszkał poza bazą wojskową. To było mniej więcej w tym samym czasie, kiedy poznał Priscillę. Była młodsza ode mnie, ale mówię, to było kilka miesięcy przed jej poznaniem.

W każdym razie dał mi swój numer telefonu i powiedział, żebym zadzwoniła, kiedy dotrę do Bad Nauheim i zrobiłam to".
Zgadza się, Priscillę Beaulieu poznał kilka miesięcy później, 13 września 1959 roku (według innych źródeł 13 października 1959 roku, niektóre mówią nawet o listopadzie, ale to błąd), a Diana była w Europie już od czerwca.

Myślę, że Bad Nauheim nie było wśród miast planowanej trasy pań Webb po Europie, pojawiło się na niej dopiero po poznaniu Elvisa w Paryżu.

Kiedy dotarły do Bad Nauheim i zainstalowały się w hotelu* (jakim, nie wspomniała), Diana zadzwoniła do Elvisa. Powiedział, że po nią przyjedzie i ją zabierze, ale obawiał się, że fani mogą im przeszkadzać. Miał rację. Chociaż nie był tam nigdy wcześniej, oni się jakoś dowiedzieli i kiedy zatrzymał się na parkingu, oblegli samochód. Elvis pozostał w samochodzie, a jeden z ochroniarzy poszedł po Dianę.

* Tutaj nie mam pewności, czy był to hotel w samym Bad Nauheim, czy w okolicy, ponieważ Diana mówi, że kiedy Elvis odebrał ją z hotelu z "miejsca, w którym nigdy jeszcze nie był", to pojechali do Bad Nauheim. To sugeruje, że hotel nie był położony w Bad Nauheim. No chyba, że się nieprecyzyjnie wyraziła, mogło chodzić o położenie w innym rejonie Bad Nauheim, w którym dotąd nie był.

Tym razem Elvis nie był w mundurze. Miał na sobie turkusowy sweter z czarnymi sznurowadłami, był spocony i palił "coś jakby cygaro" (pewnie cygaretkę). Diana poczuła się trochę niepewnie: "Wyglądał tak uprzejmie i jak dżentelmen w swoim wojskowym mundurze, ale teraz było inaczej, to było bardziej rockowe". Mimo chwili zawahania, wsiadła do auta.

Prowadził Lamar Fike. Jechali do wynajętego domu Elvisa przy Goethestraße 14 w Bad Nauheim. Gdy skręcili w ulicę, zwróciła uwagę na stojący tam tłum ludzi i zapytała, czy to targ uliczny, czy co. Na co Elvis odparł: "Nie, tam mieszkam". Diana Webb:
"Jego dom był po prostu otoczony przez ludzi, którzy byli nim tak zaintrygowani. Więc weszliśmy, a ochroniarze ugotowali dla nas obiad".
Pewnie nie ochroniarze, tylko babcia Elvisa, Minnie May, a oni tylko podali. Natomiast zaciekawiło mnie jej następne zdanie:
"Miał tam instrumenty, mógł grać na pianinie, gitarze i chyba na puzonie, czy coś, może na saksofonie, dokładnie nie pamiętam".
Ciekawe. Kolejny raz pojawia się ten instrument w zestawieniu z Elvisem. Pewnie był to puzon lub trąbka, saksofon raczej nie. Tak sądzę. To, co dotąd udało mi się ustalić na temat jego gry na trąbce, zawarłam w poście "Elvis i instrumenty dęte".

Diana Webb mówi o jednym z tych instrumentów, ale nie wiemy, który z nich Elvis miał ze sobą w wojsku. Wiemy tylko, że uczył się wcześniej grać na trąbce, to było kilka lat wcześniej. Z braku innych informacji na ten temat, można było przypuszczać, że był to chwilowy zapał, a jednak nie, skoro zabrał ją nawet do wojska za ocean

Dalej Diana mówi:
"Śpiewał przez cztery godziny wszystkie piosenki, które znaliśmy, to była niesamowita rzecz. W pewnym momencie podszedł do okna i odsłonił roletę, były tam te wszystkie twarze, bo ludzie słuchali muzyki. Wróciłam do hotelu około 4 nad ranem, było całkiem ekscytująco".
Elvis i Diana spotkali się jeszcze kilka razy, a potem udała się na ciąg dalszy swoich wakacji po Europie:
"Później pojechałam dalej i nie wiedziałam czy go jeszcze kiedyś zobaczę. Kazał mi do siebie pisać".
Niemniej w kilku wywiadach powiedziała, że spotykali się w Niemczech przez prawie dwa miesiące. Dlatego myślę, że musiała wracać do Niemiec. To możliwe, Diana pochodziła z zamożnej rodziny i przyjechała z matką do Europy na całe lato. Być może spotkali się ponownie w Paryżu, podczas innego pobytu tam Elvisa. W materiach, do których dotarłam nic o tym nie ma, ale to nie on był tematem głównym tych wywiadów, tylko jej działalność w różnych dziedzinach (nie tylko kulinarnej) i książki. Elvis był tylko ciekawostką, którą okraszano rozmowę.

Gdy wróciła do Ameryki, a on był jeszcze w wojsku, pisali do siebie i dostała od niego kartkę na Boże Narodzenie.

Kiedy wrócił do Stanów Zjednoczonych, ich kontakt wcale się nie urwał:
"Wysyłał kartki świąteczne i robił to dalej. Mam też jego listy".
Co ciekawe, po jego powrocie z wojska do USA, widywali się jeszcze przez ponad dwa lata:
"A potem widziałam go jeszcze wiele razy w ciągu następnych dwóch lat".
To oświadczenie jeszcze bardzie zaskakuje zważywszy na fakt, że w źródłach, gdy mowa o kobietach Elvisa, zwykle nie jest wymieniana. Niestety nie doprecyzowała jaki charakter miały te ich późniejsze spotkania, już w USA, po jego powrocie z wojska, czy tylko towarzyski, czy bardziej intymny, ani jak były częste. Wrócę do tego.

W jednym z wywiadów, ale jeszcze w kontekście ich spotkań w Niemczech, powiedziała:
"To nie była wielka miłość, ale myślę, że najważniejszą rzeczą, jaka z tego wyszła, było to, skąd wiedziałam, że spotkam Elvisa Presleya?".
Tutaj Diana znowu nawiązuje do swojego przeświadczenia o sygnałach od opatrzności, która niejako uprzedza ją o różnych zdarzeniach. Zastanawiam się, czy mówi prawdę o miłości. Ze strony Elvisa, to raczej faktycznie nie była wielka miłość, ale czy w jej przypadku również, czy to tylko taka przyjęta po latach neutralna poza? Obstawiam to drugie, ponieważ widzę na jej twarzy ekscytację, kiedy mówi o swoim czasie z Elvisem, nawet dziś, po 60 latach, mając za sobą dwa udane małżeństwa.

W jednym z wywiadów powiedziała:
"Moje przyjaciółki, nie wierzyły, że się z nim umawiałam, bo to było dla nich zbyt mało wiarygodne. Później zabrałam je do jego domu na przyjęcie urodzinowe i było naprawdę fajnie".
To świadczy przynajmniej o jednym, wzajemnej sympatii, skoro bywała na jego urodzinach. Owszem, zdarzało się, że na urodzinach Elvisa pojawiały się różne przypadkowe osoby, na przykład zaproszone spośród grupy fanów stojących pod bramą, ale jeśli chodzi o ludzi, których już dłużej znał, to tylko zaproszeni, rodzina i ochroniarze.

Diana Webb:
"Pewnego dnia byłam w domu w Beverly i byłam już zaręczona. Dom mojego ojca był na Sunset Boulevard. Usłyszałam klakson i limuzynę, a potem Elvis machnął do mnie. Chwilę później zadzwonił telefon i zapytał, czy może po mnie przyjechać, a moi rodzice byli bardzo podekscytowani".
Diana nie kończy wątku, nie dopowiada co było dalej, ale być może to było ich ostatnie spotkanie.

Prawdopodobnie ich spotkania ustały w 1963 roku, kiedy Diana Webb zaręczyła się. Nie wiem czy było tak rzeczywiście, ale tak przypuszczam. Możliwe, że później pozostawali w kontakcie telefonicznym, a może nawet Elvis poznał jej męża? Nie znam odpowiedzi.

Jak i na wiele innych pytań, które cisną się na usta. Aż się prosi by ktoś z badaczy życia Presleya, przeprowadził z nią wywiad pod kątem ich znajomości. Być może nawet coś takiego miało już miejsce, lecz nie mam wiedzy w temacie. Nic nie znalazłam z nią pod kątem Elvisa, zawsze jest o nim tylko "przy okazji". Alanna Nash, również przemilczała jej osobę, ale jak sama mówiła, nie dało się napisać o każdej z jego kobiet.

To tyle, co udało mi się "wyłowić" z jej wywiadów i programów, w których była gościem.

Aczkolwiek, mówiąc szczerze zastanawiam się nad sferą intymną ich relacji. Z wypowiedzi Diany nic takiego nie wynika, poza pocałunkami w Niemczech. Jednak to podtrzymywanie znajomości, najpierw listowne, gdy Elvis był jeszcze w Niemczech, a po jego powrocie do USA, w formie osobistych spotkań, daje do myślenia. Jak również ta zażyłość, która wyłania się z jej udziału w imprezie urodzinowej (lub imprezach), rodzi pytanie, czy była to tylko zwykła sympatia, czy doszło między nimi do zbliżeń.

Jej pełne dane personalne ---> Diana (Webb) [von Welanetz] Wentworth:
― Diana - imię pierwsze;
― Webb - nazwisko panieńskie;
― von Welanetz - nazwisko po pierwszym mężu;
― Wentworth - nazwisko po drugim mężu;
― von Welanetz Wentworth - nazwisko obecnie używane;

Kiedy zmarł jej pierwszy ukochany mąż, z którym dzieliła pasje kulinarne, wkrótce poślubiła kolejnego mężczyznę, ale zdecydowała, że w swoich personaliach zachowa nazwiska obu mężów.

Diana Webb urodziła się 4 marca 1941 roku, w Los Angeles w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Przyszła na świat jako córka Eugene i Marguerite (Rufi) Webb. W latach 1958-1960 studiowała na University of California w Los Angeles.

Jest autorką kilkunastu książek o różnej tematyce (prawie wszystkie nagrodzone, niektóre nawet kilkakrotnie), a także współautorką kilku kulinarnych.

Partner "Von Welanetz Cooking Workshop", Los Angeles, 1968-1985. Gospodarz serialu telewizyjnego "New Way Gourmet", 1983-1986.

Założycielka (wraz z mężem) Inside Edge Foundation Education, Kalifornia, od 1985 roku, która od prawie 30 lat gości najlepszych mówców na świecie na cotygodniowych spotkaniach śniadaniowych, która pomogła rozpocząć karierę wielu najbardziej znanych autorów i mówców naszych czasów. Postępowi liderzy biznesu wciąż gromadzą się w Inside Edge, aby omawiać nowe idee w psychologii, nauce, problemach globalnych, strategiach sukcesu, świadomości duchowej i sztuce.

Jest międzynarodowym prelegentem na temat zdrowia serca dla American Heart Association, którym się zainteresowała po swoim zawale w 2009 roku. Napisała na ten temat książkę "Love Your Heart: Follow the Red Thread to a Heart-Centered Life" (2013).

Jest też certyfikowanym life coachem (trenerem życia) i nauczycielem jogi.

Mieszka w Palm Springs w Kalifornii ze swoim mężem Tedem Wentworthem, redaktorem naczelnym „Enlightenment Lifestyle Magazine”. Ma trójkę dzieci.

Diana Webb współcześnie (obecnie Diana von Welanetz Wentworth), w wieku 70+

Diana (Webb) von Welanetz Wentworth i jej mężowie

Okładki różnych wydań książki "Send me Someone: a True Story of Lover Here and Hereafter", Diany von Welanetz Wentworth. Opowiada w niej o swoim pierwszym małżeństwie, chorobie męża, a później jego śmierci. Pierwsze wydanie ukazało się w styczniu 2001 roku, lecz z uwagi na popularność książki wyszło kilka wznowień, ostatnie w lutym 2012 roku. Prawa do ekranizacji „Send Me Someone” zostały zakupione przez Lifetime Network. Książka wielokrotnie nagradzana

Uznani przez przyjaciół za idealną parę, zostali nawet nazwani przez magazyn Los Angeles „Jedną z najbardziej romantycznych par w Los Angeles”. Ale pewnego dnia u Paula zdiagnozowano raka. Diana była zdruzgotana. Wkrótce potem, w szybko pogarszającym się zdrowiu, Paul powiedział jej: „Nie chcę, żebyś była sama”. Odpowiedziała: „Więc przyślij mi kogoś!” Odpowiedział: „Zrobię to”. Ta obietnica jest sednem niezwykłej historii opowiedzianej w "Send me Someone". Jest to zarówno romantyczna historia miłosna, jak i wiarygodny opis komunikacji z kimś z „drugiej strony” - wciągająca opowieść z prawdziwego życia, która udowadnia, że prawdziwa miłość nigdy tak naprawdę nie umiera.

Okładki dwóch książek kulinarnych, które współtworzyła z innymi autorami: "Chicken Soup for the Soul Cookbook: 101 Stories with Recipes from the Heart" (1 października, 1995) i "Chicken Soup to Inspire the Body & Soul: Motivation and Inspiration for Living and Loving a Healthy Lifestyle (10 grudnia 2003), sprzedanych w 500 milionach egzemplarzy

Rhonda Swan



Tony Durso

Diana von Welanetz Wentworth wystąpiła między innnymi w programie Rhondy Swam i Tony'ego Durso. Pod planszami programów są MP3 z jej wywiadami dla tych, którzy są biegli w angielskim.
U Rhondy Swan, dwa wywiady, a u Tony'ego Durso, jeden

Materiał z YouTube - Sezon 1, Epizod 3 "The Girlfriend Hour® TV", w którym prowadząca rozmawia z Dianą von Welanetz Wentworth



piątek, 21 października 2022

♥ Kobiety - Andrea June Stevens

Latem 1956 roku, magazyn "Hit Parader" ogłosił konkurs na najlepszy esej na temat "Dlaczego chcesz się spotkać z Elvisem Presleyem". Nagrodą była kolacja z Elvisem, a wszelkie koszty (zakwaterowania, przejazdu itp.) pokrywała gazeta. Zwyciężczynią została Andrea June Stevens. Tak możemy przeczytać w kilku źródłach, jednak de facto nie była to tylko kolacja, a cały dzień spędzony z Elvisem, który zaczynał się od jego przybycia do Florida State Theater przed pierwszym koncertem, a kończył w godzinach nocno-porannych po trzecim koncercie. Poza tym w obecnie dostępnych źródłach dziewczyna figuruje jako Andrea June Stevens, chociaż konkurs wygrała będąc jeszcze Andreą June Stephens.

Esej na pewno został opublikowany na łamach magazynu, ale dziś nie sposób dotrzeć do jego pełnej treści. Jedyne co znalazłam, to jedno zdanie o nim, w którym ktoś napisał:
"W swoim zwycięskim eseju Andrea June opisała Elvisa jako »najjaśniejszą gwiazdę na niebiosach rozrywki«".
Kolacja została zaplanowana na godziny wieczorne, 10 sierpnia 1956 roku, kiedy Elvis przyjedzie na występy do Jacksonville, na Florydzie, gdzie da sześć koncertów (o godzinie o 15:30, o 19:00 i o 21:00) w dwa dni (10 i 11 sierpnia 1956 roku), we Florida State Theater.

WĄTPLIWOŚCI

Na spotkanie z Elvisem, Andrea June Stephens przyleciała z Atlanty w stanie Georgia, razem ze swoją mamą, Chris Stephens. I tutaj mamy pierwszy z trzech problemów - z nazwiskiem - "Stephens", czy "Stevens"? Drugi będzie dotyczyć momentów spotkań, a trzeci zdjęć, o czym później. W magazynie "Hit Parader", obie panie (matka i córka), występują pod nazwiskiem "Stephens". We wszystkich innych materiałach, do których można dziś dotrzeć, łącznie z opisami zdjęć, Andrea June figuruje jako "Stevens". Tylko w jednym miejscu przy zdjęciach znalazłam w podpisie nazwisko "Stephens". Jednak "Stevens", to jej późniejsze nazwisko, po mężu. Konkurs wygrała będąc jeszcze "Stephens". Niemniej będę używać nazwiska "Stevens", ponieważ pod tym figuruje na listach kobiet Elvisa i w dostępnych obecnie materiałach.

Z Andreą June Stevens spotkał się kilkukrotnie, co wynika ze zdjęć. Po prostu z małymi przerwami, ona towarzyszyła mu przez cały czas, poczynając od jego przybycia do Florida State Theater przed pierwszym koncertem, aż do pójścia spać. Niestety w nielicznych źródłach jest bałagan w chronologii. Jedni podają, że przed tym o 19:00, inni, że pomiędzy lub dopiero po tym o 21:00, co komu pobieżnie się wydaje, po krótkiej analizie wzrokowej zdjęć z ich spotkania i fragmentów prasowych, na które akurat trafił. Znowu sobie westchnę "amyrykańska rzetelność".

Są zdjęcia Elvisa z Andreą w dwóch różnych sukienkach, przy pianinie, we Florida State Theater. Alanna Nash podaje, że czekała w korytarzu pod drzwiami jego apartamentu hotelowego, natomiast zdjęcia i inne materiały mówią, że czekała w korytarzu przed garderobą we Florida State Theater.

Kolejna kwestia, kto był tam pierwszy, Elvis czy Andrea? Zdjęcia wcale nie są jednoznaczne, bo nie wynika z nich, czy Elvis pojawił się w korytarzu wychodząc z garderoby, czy co dopiero wszedł po schodach po przyjeździe do obiektu. Jeden z opisów w grudniowym "Hit Parade" (a więc już cztery miesiące po zdarzeniu) podaje: "Elvis wchodzi do teatru pod strażą policji i spotyka uroczą pannę Stephens", ale według innych był już w garderobie, gdy do teatru przybyła Andrea June Stevens. Acz faktycznie było tak, jak podaje "Hit Parade".

Kiedy poszli do knajpy? Z opisu Alanny Nash wynika, że było to przed jednym z koncertów, ale nie precyzuje jakim. Pierwszy o 15:30 odpada, raz z uwagi na porę, a dwa Andrea była dopiero w drodze do Jacksonville. Zatem pozostają dwa wieczorne. Znalazłam też stare źródło, które mówi, że poszli do knajpy dopiero nad ranem, jakiś czas po ostatnim koncercie, skąd wrócili do Roosevelt Hotel około czwartej nad ranem na ciąg dalszy imprezy i to jest poprawna wersja.

Totalny chaos wprowadził też magazyn "Hit Parader", swoim artykułem z grudnia 1956 roku, który tak namieszał z podpisami zdjęć, że trudno dojść gdzie się spotkali pierwszy raz, ile razy, kiedy właściwie poszli do tej knajpy. To udaje się dopiero po dokładnej analizie wszystkich materiałów (tekstów i zdjęć).

Do hotelu na pewno wrócili pomiędzy pierwszym i drugim koncertem, ale pomiędzy drugim, a trzecim chyba nie, ponieważ pod jednym ze zdjęć przy pianinie napisano: "Po koncercie, podczas gdy krzyczący fani blokują wszystkie wyjścia z teatru, Elvis relaksuje się, grając kilka delikatnych melodii na pianinie". Początek drugiego i trzeciego koncertu dzielily zaledwie dwie godziny, czyli Elvis miał tylko godzinę na odświeżenie i odpoczynek, więc między tymi dwoma koncertami raczej nie poszli już do hotelu tylko pozostali we Florida State Theater.

OPIS  SPOTKANIA

Gdy zbliżał się moment spotkania, Andrea June Stevens stała w korytarzu okropnie roztrzęsiona. Nie czuła się dobrze po locie samolotem, całą drogę miała przemiennie jakieś skurcze lub motyle w brzuchu, a teraz doszło jeszcze zdenerwowanie przed spotkaniem twarzą w twarz ze swoim idolem. Bała się, że z nadmiaru wrażeń zemdleje, ale to nie jej miało się to przydarzyć tego dnia.

Jej niepewność, obawy i złe samopoczucie prawie natychmiast ustąpiły, jak tylko otworzyły się drzwi do pokoju Elvisa. Od wejścia zwracał się do niej „kochanie” i sprawił, że od razu poczuła się dobrze i swobodnie, siadając obok niego na sofie. Elvis przedstawił wszystkich sobie wzajemnie, a potem zamienił z nią kilka zdań. Jednak czas gonił, czekał go pierwszy koncert tego dnia, później dwa następne i kolacja ze zwyciężczynią konkursu.

Po pierwszym koncercie wrócili do hotelu. Po odświeżeniu Andrea przebrała się w drugą sukienkę i poszła do pokoju Elvisa. Po chwili wstał i założył ciemnozieloną marynarkę. Wychodzili coś zjeść – w końcu Andrea June wygrała randkę z kolacją. Kiedy opuszczali hotel, widok jego osoby był po prostu zbyt trudny dla innej młodej fanki, która padła zemdlona, niczym kręgiel. Ktoś zaniósł ją na kanapę do lobby hotelowego, a zmartwiony jej omdleniem Elvis wrócił do wewnątrz i został z nią, próbując ją ocucić. W końcu dziewczyna ocknęła się zawstydzona, że wszyscy patrzą na nią z góry, uświadomiwszy sobie przyczynę tego stanu rzeczy.

Kiedy dziewczyna oprzytomniała podała Redowi pamiątkowy program do podpisania przez Elvisa. Elvis go podpisał mówiąc, że to tylko dla niej i poprosił żeby więcej nie mdlała kiedy następnym razem go zobaczy.

Zemdlona dziewczyna skradła im dużo czasu i niewiele go zostało na kolację, więc zamiast wytwornego posiłku w restauracji, musieli zadowolić się szybką przekąską (prawdopodobnie w hotelu). Później poszli do Florida State Theater, gdzie Elvis dał drugi koncert tego dnia.

Po pierwszym koncercie wrócili do hotelu, Elvis się odświeżył, ona przebrała i poszli z powrotem do Florida State Theater, gdzie znów widzimy Elvisa przy pianinie z Andreą, ale już w zmienionej sukience (tej drugiej).

Między 19:00 a 21:00, są tylko dwie godziny. Z powodu epizodu z zemdloną dziewczyną (między pierwszym a drugim koncertem), kiedy właśnie wybierali się na randkową kolację, a później fanów oblegających wszystkie wyjścia z obiektu (między drugim a trzecim koncertem), prakycznie nie mieli możliwości sfinalizować tego punktu programu (uroczystej kolacji), więc po drugim koncercie, gdy Elvis się już odświeżył, także spotkali się przy pianinie. Taka sposobność nadarzyła się dopiero po trzecim koncercie i to połowicznie, gdyż o tak późnej godzinie nie działała już żadna dobra restauracja (wytworna, prestiżowa).

Po trzecim koncercie wrócili do hotelu, gdzie Elvis spiknął Andreę June z June Juanico, a sam pod pozorem załatwienia jakiejś ważnej sprawy, wymknął się na spotkanie z Jackie Rowland i jej matką. Dopiero w środku nocy poszli kilka przecznic dalej, do fast foodu "The Krystal" (na Adams Street 21), gdzie zamiast wykwintnej kolacji musieli zadowolili się hamburgerami.

Elvis był naprawdę szalony. Nie dość, że 10 sierpnia 1956 roku musiał dać trzy występy, to jeszcze miał trzy randki! Przemycił June Juaniko, wbrew nakazowi menadżera, który wyraźnie mu zapowiedział, żeby się nie ważył z nią pokazywać w Jacksonville, bo nie chce jej tu widzieć pod żadnym pozorem, ani w ogóle publicznie w innym miejscu. Potem przed pierwszym z wieczornych koncertów miał umówioną kolację ze zwyciężczynią konkursu - Andreą June Stevens, a po ostatnim wieczornym koncercie pojechał na spotkanie z czternastoletnią Jackie Rowland i jej matką, które tu ściągnął. Jackie Rowland była jedną z dziewczyn, które Elvis przygotowywał (wychowywał) na swoją przyszłą życiową partnerkę (podobnie jak Sandy Ferrę, Priscillę Beaulieu i jeszcze kilka innych).

Po powrocie do Roosevelt Hotel, po ostatnim występie, Elvis zadzwonił do June Juanico z salonu w holu:
— Musisz tutaj przyjść! Powiedziałem June wszystko o tobie.
— Powiedziałeś o mnie June wszystko? ― zapytała zdezorientowana June Juanico.
— Tak, ona też ma na imię June. Zejdź tutaj. Wie, że tu jesteś. Dobrze się bawimy.

Kiedy June Juanico już zeszła, przedstawił sobie obie dziewczyny, chwilkę z nimi posiedział po czym oznajmił: „Dobrze, moje dwie małe dziewczynki, zaraz wrócę” i pośpiesznie wyszedł. Uprzedził obie już wcześniej, każdą z osobna, że będzie musiał wyskoczyć z chłopakami kogoś odwiedzić, bo ma coś do załatwienia i będą musiały trochę na niego poczekać. Dlatego żadną z nich nie zdziwiło jego wyjście.

Ulokował Andreą June Stevens razem June Juaniko przy stoliku w bufecie hotelu, a sam udał się na spotkanie z Jackie Rowland i jej mamą. To była ta jego sprawa do załatwienia, co Alanna Nash, w swojej książce "Baby, Let’s Play House. ELVIS PRESLEY and the WOMEN WHO LOVED HIM", kwituje:
"Wyjeżdżał na spotkanie z czternastoletnią Jackie Rowland i jej matką, zaproszonymi gośćmi. Pułkownik wpuścił ich na popołudniowe przedstawienie tylnymi drzwiami teatru, a teraz Elvisowi udało się zręcznie zdobyć dwie z trzech randek, żeby się wzajemnie zabawiały, podczas gdy on sprawdzał trzecią".
No cały Elvis, kamikadze relacji damsko-męskich. I taki będzie do ostatniej chwili swojego życia, bez względu na stan zdrowia, zobowiązania zawodowe i wszelkie inne okoliczności.

June Juaniko zeszła do baru. Zastała tam tłum młodych ludzi i reporterów, a Elvis grał na pianinie i wskazał jej miejsce obok siebie na ławce, żeby usiadła, co uczyniła.

Kiedy dziewczyny zostały same, zaczęły rozmowę. Andrea June zwróciła się do prawdziwej randki Elvisa:

— Czy zdajesz sobie sprawę, jakie masz szczęście? ― powiedziała.
— Co masz na myśli? ― zapytała June Juaniko.
— Elvis mógłby mieć każdą dziewczynę na całym świecie, a ty jesteś tą jedyną. Nie może przestać mówić o tobie.

Dziewczyny polubiły się, a nawet zaprzyjaźniły i później utrzymywały ze sobą kontakt. Być może nawet się spotykały, bo June powiedziała "pozostałyśmy w kontakcie", co może oznaczać wszystko, telefony, listy, spotkania.

Gdy wrócił Elvis, spotkanie przeniosło się jeszcze na jakiś czas do jego apartamentu, potem poszedł z Andreą June na zaległą kolację (do fastfoodu, zamiast eleganckiej restauracji, jak było planowane), skąd powrócili około czwartej nad ranem do hotelu i jeszcze chwilę bawili się w jego apartamencie. Następnego dnia Andrea June Stevens odleciała ze swoją mamą do Atlanty.

Jeszcze jedna rzecz mnie zastanowiła. Kiedy June Juanico zeszła do salonu hotelowego, powiedziała: "Kiedy zeszłam do baru zastałam tłum młodych ludzi i reporterów. Elvis grał na pianinie i wskazał mi miejsce obok siebie na ławce żebym usiadła". I tak sobie pomyślałam o tych zdjęciach przy pianinie, czy jedno z nich nie jest z hotelu. Nie, oba są z tyłu sceny we Florida State Theater, to samo białe pianino, te same kotary.

Andrea June Stevens była mniej więcej w wieku Elvisa, choć wyglądała na nieco starszą od niego. Nie była super pięknością, ale też i nic jej nie brakowało. Miała figurę, klasę i była zadbana.

Czy doszło do czegoś więcej między Andreą June Stevens a Elvisem, bardziej intymnego? Wątpię, bo niby kiedy? Zwłaszcza, że miał tam jeszcze June Juanico, z którą z pewnością również chciał spędzić trochę czasu, a w ciągu całego dnia i połowy nocy nie mógł poświęcić jej ani minuty, do tego musiała się ukrywać. W międzyczasie był też na spotkaniu z trzecią - Jackie Rowland i jej mamą. Moim zdaniem, nie widać też żadnej chemii ze strony Elvisa, u Andrei też nie. Acz myślę, że towarzysko przypadła Elvisowi do gustu i całkiem przyjemnie spędzili czas. Inaczej byłaby tylko kolacja i nic więcej, a jednak asystowała mu przez cały czas, a nawet zdecydował się powiedzieć jej o June Juaniko i poznać je ze sobą.


BIO

Jej pełne personalia (znane) to ---> Andrea June (Stephens) Stevens:
— Andrea ― imię pierwsze;
— June ― imię drugie;
— Stephens ― nazwisko panieńskie;
— Stevens ― nazwisko po pierwszym mężu;

Ponieważ nie jest powszechnie znaną osobą, to tyle, co udało się ustalić, jeśli chodzi o jej personalia.

Elvis z Andreą June Stevens we Florida State Theater - Jacksonville, 10 sierpnia 1956 roku. To ich pierwsze spotkanie - poznanie. Andrea jest w sukience na szerokich ramiączkach i ma długie rękawiczki

Elvis z Andreą June Stevens we Florida State Theater - Jacksonville, 10 sierpnia 1956 roku. Tutaj Andrea nadal jest w sukience na szerokich ramiączkach, ale już bez rękawiczek. Tylko nie wiem, czy to jeszcze przed, czy może po pierwszym koncercie

Dwie sukienki Andrei June Stevens. Pierwsza na szerokich ramiączkach, o jednolitej, gruboziarnistej fakturze, jakby brokat. Druga z wycięciem łódkowym i krótkim rękawkiem, z kwiecistą fakturą lub wzorem w kwiaty (trudno poprawnie ocenić na czarno-białych zdjęciach). Ta na ramiączkach (pierwszą) miała w pierwszej połowie dnia spedzonego z Elvisem, a tą z krótkim rekawkiem (drugą) w godzinach wieczornych i nocnych

Cucenie zemdlonej widokiem Elvisa dziewczyny (personaliów nie udało mi się ustalić) w lobby Roosevelt Hotel -  Jacksonville, 10 sierpnia 1956 roku. Andrea w drugiej sukience, z łódkowym wycięciem i krótkimi rękawkami.

Elvis z Andreą June Stevens w swoim pokoju, w Roosevelt Hotel - Jacksonville, 10 lub już 11 sierpnia 1956 roku. To z pobytu w hotelu między pierwszym a drugim koncertem, albo już po trzecim koncercie (noc z 10 na 11 sierpnia). Andrea w drugiej sukience, z łódkowym wycięciem i krótkimi rękawkami, w którą przebrała się po powrocie do hotelu po pierwszym koncercie

W drodze do knajpki The Krystal (przy Adams Street 21, nieopodal hotelu) na szybką przekąskę i podczas posiłku - Jacksonville, 11 sierpnia 1956 roku (dokładnie noc z 10 na 11 sierpnia). Andrea w drugiej sukience, z łódkowym wycięciem i krótkimi rękawkami. Górne, małe zdjęcie po prawej - patrzą na menu nad barem, a dolne, to z hotelu Roosevelt lub Florida State Theater. Drugie zdjęcie to wnętrze knajpki The Krystal. Poniżej mapka, z naniesioną lokalizacją Roosevelt Hotel i fast foodu The Krystal, umiejscowionego w bliskim sąsiedztwie, więc dlatego szli piechotą, jak widać na lewym zdjęciu kolażu

Elvis z Andreą June Stevens po drugim lub trzecim koncercie wchodzą... No właśnie, gdzie? Do Florida State Theater, czy do Roosevelt Hotel? Andrea w drugiej sukience, z łódkowym wycięciem i krótkimi rękawkami. Jacksonville, 10 sierpnia 1956 roku

Do Roosevelt Hotel - wyjaśnia to dolne zdjęcie (z 1948 roku), na którym widzimy identyczną posadzkę w lobby Roosevelt Hotel. Aczkolwiek czasem zdjęcie to jest błędnie opisywane, że Elvis z Andreą wchodzą do Florida State Theater.

Elvis z Andreą June Stevens ponownie przy pianinie we Florida State Theater, przed drugim wieczornym koncertem (według mnie) - Jacksonville, 10 sierpnia 1956 roku. Jak widać, Andrea jest tutaj w tej drugiej sukience, z łódkowym wycięciem i krótkimi rękawkami

W grudniowym numerze magazynu "Hit Parader", ukazała się rozkładówka ze zdjęciami ze spotkania Elvisa z Andreą June Stevens (zwyciężczynią konkursu), które miało miejsce kilka miesięcy wcześniej, 10 sierpnia 1956 roku. Wygląda na to, że po czterech miesiącach, nikt już nie pamiętał chronologii, bo zdjęcia są totalnie wymieszane

Tutaj również magazyn "Hit Parader", ale jakby jakiś wcześniejszy numer, krótko po spotkaniu Andrei z Elvisem. Po prawej podano zwycięzców konkursu. Pierwszą nagrodą była randka z Elvisem i ta trafiła do Andrei June Stevens. Oprócz randki 14 uczestników konkursu otrzymało płytę Elvisa. Tutaj również zdjęcia są wymieszane chronologicznie

Z tego wynika, że o spotkaniu zwyciężczyni konkursu „Wygraj randkę z Elvisem Presleyem”, Andrei June Stevens z Elvisem, pisano przynajmniej dwukrotnie w magazynie "Hit Parader". Lecz trudno powiedzieć, czy w przypadku obu publikacji, to kompletny materiał, jaki ukazał się w "Hit Parader" - jedna strona w pierwszej (żółty skan) i dwie w drugiej (szary skan).

Na pewno te trzy strony nie pochodzą z tego samego numeru, ponieważ "żołta" strona ma numer 10, jedna "szara" także, a druga "szara" numer 11. Ponadto jedno ze zdjęć powtarza się w obu publikacjach.

No i jakby kolejny numer, w którym pisano o ich randce. Tutaj mamy stronę nr 6. Znowu to nie jest pełny materiał, bo artykuł jest ucięty, ale kilka zdjęć widzimy pierwszy raz. Zdjęcia oczywiście także wymieszane chronologicznie, tym razem totalnie! Nie tłumaczę na razie podpisów, może znajdę kolejną stronę

Elvis na scenie we Florida State Theater - Jacksonville, 10 i 11 sierpnia 1956 roku. To tu Elvis dał dwa ze swoich najgłośniejszych pod względem skandali koncertów i prawie nie trafił do aresztu

A tu taka ciekawostka, ukazująca wejście Elvisa do Florida State Theater od zaplecza (10 sierpnia 1956 roku) i te same miejsca współcześnie. Chwilę później zobaczymy go na schodach wewnątrz witającego się z Andreą June Stevens

Florida State Theater, w Jacksonville (FL) - zdjęcie z lat czterdziestych, plus z lat dwutysięcznych. Teatr wybudowano w 1927 roku. Dalej pełni swoją funkcję

Archiwalne zdjęcia Roosevelt Hotel w Jacksonville (FL), z lat 1937-1948. Potem kolorowane zdjęcia restauracji z nieco późniejszych lat i Carling, obecnie luksusowy apartamentowiec (jak widać posadzka i okucia są wciąż te same!). Mieszkał tu Elvis w sierpniu 1956 roku, kiedy występował we Florida State Theater. Tu też spotkał się z Andreą June Stevens

Budowę Roosevelt Hotel rozpoczęto w 1925 roku, a oddano go do użytku w 1926 roku. Był najbardziej luksusowym hotelem w Jacksonville i okolicy, aż do wielkiego pożaru w 1963 roku. W pożarze zginęły 22 osoby, a uratowano 475 osób. Przeszedł gruntowny remont i już rok później (w 1964 roku) został przekształcony w dom spokojnej starości "Jacksonville Regency House", który funkcjonował do 1989 roku. Ponownie odrestaurowany, został zaadaptowany na luksusowy apartamentowiec "Carling" i tę funkcję pełni do dziś. Obecnie mieści się przy ulicy Adams Street 31, ale kiedy mieszkał tam Elvis, było to Adams Street 35-37.

Adams Street 21, w Jacksonville (FL). W tym budynku mieściła się kiedyś knajpka The Krystal (również fast food), w której Elvis i Andrea June Stevens zjedli szybką przekąskę zamiast wytwornego obiadu - pomarańczowy znacznik noża i widelca po prawej (lewy to inna). Obecnie "Krystal" to rozwinięta sieć fast foodów, w samym Jacksonville jest ich kilkanaście. Natomiast aktualnie w tej lokalizacji prawdopodobnie znajduje się chińska restauracja

P. S.
Większość zdjęć po otwarciu w nowym oknie, będzie można zobaczyć w dużo większym rozmiarze, zwłaszcza kolaże.